Historia Amiego i moja jest niby prosta… ale pełna łez, żalu, cierpienia i szczęśliwego zakończenia.
A zaczęła się 17 sierpnia 2007...
gdy wyjechałam na (sobotnią?) wystawę do Koblenz (Niemcy), następnego dnia mieliśmy dotrzeć do Ostrawy, gdyż Amiemu brakowało tylko 1 BIS aby uzyskał tytuł DSM. Ami dziwnie się zachowywał tego dnia, jak nigdy przychodził na pieszczoty jadł bardzo dużo, praktycznie był całkiem innym kotem … 18 sierpnia na autostradzie koło miasta Erfurt Ami był na tylnim siedzeniu z córką, Edolia kotka usilnie starała się przecisnąć na moje kolana i wtedy to o godz 00.25 uderzył w nas samochód z bardzo duża prędkością, zanim się zatrzymaliśmy od miejsca uderzenia po kilku krotnym odwróceniu samochodu dookoła własnej osi minęło 0.5 km . Trzymałam kurczliwie kotkę i wtedy usłyszałam krzyk córki, że nie ma Amiego. Drzwi auta były zakleszczone mimo to udało się nam z niego wydostać. Nie patrząc na fakt że obie byłyśmy na boso, biegałyśmy miedzy szkłem… rozwalonymi autami … jeżdżącymi samochodami po autostradzie a są tam aż 3 pasy ruchu . Trzymając na rękach kotkę, usilnie szukałyśmy Amigo, najpierw po jezdni, modląc się aby go tam nie było, potem po poboczu, ale niestety było tak ciemno i tak dużo ścierniska że trudno było cokolwiek wypatrzeć. Sprawca wypadku stał sobie spokojnie na poboczu i śmiał się, że głupie baby szukają w tych ciemnościach jakiegoś kota.
W chwilę później córka krzyknęła że nie może oddychać i upadła na ziemię, wezwaliśmy pogotowie wraz z policją, Odjeżdżając do szpitala zapewnili mnie, że nadal będą szukać Amigo, a zaraz o świcie ktoś po mnie podjedzie i wrócimy na miejsce wypadku. Niestety, okazało się, że policja odjechała zaraz po tym jak nas zabrano do szpitala, a auta zapakowano na lawety, rano też nikt po mnie nie przyjechał . Mimo szoku, bólu i niepokoju o córkę nie poddałam się. Po wypytaniu ludzi o autostradę poszłam tam pieszo 20km pod górę i jeszcze 5 km po autostradzie aby dojść do miejsca wypadku.
Amiego szukałam przez kilka godzin, niestety bez skutku. Zorganizowano nam transport, lawetę i musiałyśmy wracać do Polski. Wiara w to że odnajdę Amiego była silniejsza, mając w sercu obraz mojego ukochanego kota w najbliższy weekend pojechałam ze znajomymi aby ponownie przeszukać okolicę, wypytać ludzi oraz rozwieszać ogłoszenia ze zdjęciem . Niestety…ponowna porażka, byłam już tak załamana że powiadomiłam najbliższe osoby o tym, że podjęłam decyzje, że jeżeli nie znajdę Amiego to likwiduje hodowlę, ponieważ nie wyobrażam sobie jej bez niego.
Wtedy właśnie zareagowała Ewa Kosycarz, która powiadomiła inne osoby . Odezwało się do mnie kilka osób z pytaniem jak mogą mi pomóc aby go odnaleźć, wszyscy którzy byli w stanie szybko uruchomili swoje znajomości po stronie niemieckiej . Znów uwierzyłam w siebie i w tych ludzi, byłam pewna że nie mogę się poddać.
Co weekend byłam na miejscu wypadku z nadzieją że właśnie to dziś go odnajdę i zabiorę do domu.
A teren poszukiwań był ogromny. Pewnego dnia zadzwonił do mnie Jarek Kłosinski, że Ami był widziany przez Panią weterynarz Franzisca Neunz z pobliskiej przychodni, która była z psami na spacerze, Franziska z całym sercem zaangażowała się w poszukiwania, wynajęła ze schroniska pułapkę specjalistyczną i ustawili na miejscu gdzie był widziany Ami. Niestety podczas zbliżającego się weekendu po spotkaniu z Panią weterynarz Franzisca Neunz i dowiedzeniu się o tym że widziała go osobiście nie znalazłam go znowu. Wielokrotnie jeździłam na miejsce wypadku i szukałam kota. Minęło dużo czasu...Nie poddałam się... To kawał drogi... w dodatku kosztownej drogi...Musiałam prosić ludzi, by mnie wieźli, bo mój samochód poległ w tym nieszczelnym wypadku, w którym zaginął Ami...W pracy nie uzyskałam urlopu z powodu braków kadrowych, ustaliłam z kierownictwem że nadrobię czas wolny pracą po 10 godzin .
21 wrzesnia wyjechałam ponownie ale już nie na weekend, ale aż na 9 dni tyle miałam mieć wolnego czasu na poszukiwania postawiłam sobie za cel, że bez Amiego nie wracam do kraju. Szukam go do upadłego i też tak było…. spałam na przemian ze znajomym po 2 godziny na dobę , w samochodzie który był zaparkowany na miejscu gdzie był widziany Ami . Osoby które widziały nas tam od paru dni zaczęły się nam nawet kłaniać i mówić GUD MORGEN było to miłe . I w ten 26 września zadzwonił ponownie Jarek Kłosinski z zapytaniem gdzie jestem, odpowiedziałam, że w Niemczech szukam Amiego i te słowa zostaną mi w pamięci do końca AMI JEST ZŁAPANY !!! zatkało mnie nie mogłam złapać tchu po chwili krzyknęłam BOZIE GDZIE ON JEST .
Jarek przekazał mi adres kobiety która znalazła Amiego. Okazało się, że był on ode mnie 3 km, bardzo szybko udałam się na miejsce. Wyszła do mnie młoda kobieta zapytałam - Juliane Schloffel? tak - odpowiedziała… zapytałam o Amiego, zaprowadziła mnie do pokoju i pokazała klatkę uchyliła ją i był tam kot czarny, skulony mocno w kłębek, zawołałam AMI podniósł głowę i wtedy ujrzałam jego oczy o BOZE - krzyknęłam Ami. Uściskałam dziewczynę i rozpłakałam się. Nie mogłam powstrzymać łez schyliłam się do Amiego wyciągnęłam go z stamtąd usiadłam na podłogę trzymając go na kolanach i płakałam nie wierząc w to że mam go we własnych ramionach. Uwierzcie mi Ami mnie poznał patrząc bardzo smutnymi oczami wciskał mi się w ramiona. Dałam mu środek uspakajający i zdecydowałam o tym iż jedziemy do domu. Ponownie podziękowałam Juliane Schloffel za zaangażowanie i pomoc. 26 września to dzień w którym oboje dostaliśmy nowe życie.
zadzwoniłam do Jarka Kłosińskiego, aby go powiadomić o tym, że to jest Ami i podziękować mu za wszelką pomoc z jego strony/. Jadąc do domu Ami zaczął pić i powoli jeść zadzwoniłam do weterynarza aby był w gabinecie, ponieważ wiozę Amiego. Obejrzał go porobił prześwietlenia USG jamu brzusznej i dał masę zastrzyków. Prócz powyrywanej sierści i stanu psychicznego oraz utraty wagi z Kocura który miał przed wypadkiem 8,200kg obecnie ważył zaledwie 1700kg.. nie miał żadnych innych dolegliwości. Przywiozłam go do domu i byłam wszoku jak przywitały go pozostałe koty, zachowywały się JAK BY ON CAŁY CZAS BYŁ, Festa jego matka zaczęła go lizać po pyszczku i się do niego przymilać.
Opisując to niebyło mi łatwo ponownie płakałam przypominając sobie jaka byłam bezradna i bezsilna oraz że bez prawdziwych ludzi oraz przyjaciół nie udało by mi się przetrwać i odnaleźć Amiego. Za co im będę cały czas wdzięczna. Dziś Ami jest w pełni sił witalnych i cieszy swym widokiem nasze serca. Amareoth doszedł bardzo ładnie do siebie i wrócił w pięknym stylu na wystawy. Na Między Narodowej Wystawie w Szczecinie w kwietniu tego roku zdobył w dwa dni BOB II kończąc w pięknym stylu tytuł DISTINGUISHED SHOW MERIT .
Nigdy nie należy się poddawać i nie tracić nadziei .
Uwierzcie, że było warto poświecić się dla tego kota wszak to członek rodziny .
Jeszcze raz pragnę podziękować wszystkim .
Dorota Biskupska wraz z Amareothem Forest Eyes*PL z Wrocławia
www.foresteyes.republika.pl
Chciałabym podziękować wszystkim, którzy pomogli mi w poszukiwaniu zaginionego Absolute Winner EC Amareoth Forest Eyes*PL i przyczynili się do tego, że znów jest w mojej hodowli cały i zdrowy.
Szczególnie dziękuję:
Pani Juliane Schloffel, która odnalazła Amareotha
Pani weterynarz Franzisca Neunz z Egstedt, która go widziała i zastawiła pułapki
Pani Carmen Kruger-hodowczyni NFO (www.vomtraumzauberbaum.de), która na swojej stronie startowej zamieściła zdjęcie Amareotha, opis wypadku i obdzwoniła wszystkich weterynarzy w okolicy oraz cały czas koordynowała poszukiwania
Pani Adriannie Matusiak (www.peshewafarm.de)
Panu Jarkowi Kłosińskiemu i Pani Magdalenie Kudra (www.norwegi.pl)
Pani Annie Jakubiak Błąd! Nieprawidłowy odsyłacz typu hiperłącze.
Pani Ewie Kosycarz
oraz Panu Rafałowi Lewandowskiemu.
Dzięki waszej pomocy uśmiech znów zawitał na mojej twarzy !!!