Od kiedy opiekun Kota Szarego odłączył mu dostęp do internetu, Kot Szary zajął się jego płytami z muzyką.
„Czy masz świadomość - spytał Szary nie zdejmując z uszu wielkich słuchawek – że piosenka Leonarda Cohena pt. »Zuzanna« jest piosenką o pewnej kotce?”. Niedorzeczność tego stwierdzenia wywołała grymas na twarzy rozmówcy kota. „Udowodnię ci to – kontynuował z zapałem Szary – no posłuchaj tego:”
W swe miejsce nad rzeką zabierze cię Zuzanna:
Możesz słuchać plusku wody, możesz zostać z nią do rana.
„To przecież jednoznacznie wskazuje na kotkę, ma swe miejsce, nad rzeką i można z nią słuchać plusku wody. To niepodważalnie dla każdego myślącego człowieka wskazuje, że chodzi o kotkę – stwierdził Szary z zapałem, a widząc, że nie przekonał swego >>głównego dostarczyciela pokarmu<< kontynuował:”
Wiesz, że trochę źle ma w głowie, lecz dlatego chcesz być tutaj.
Proponuje ci herbatę, oraz chińskie pomarańcze
„Eee, to taka metafora, z tymi pomarańczami – Szary robi specjalne przekonywujące miny – to tekst poetycki, oczywiste, że są w nim metafory.”
I już chcesz z nią powędrować, powędrować chcesz na oślep,
„Nie, nie! To już zdecydowanie powinno cię przekonać! – Szary tym razem wpadł wprost w coś wrodzaju poetyckiego uniesienia – no z kim! no z kim byś tak mógł powędrować na oślep, co?! Tylko z kotką."
Każdy z Was, drodzy czytelnicy, jeśli jest miłośnikiem twórczości Cohena, niezależnie czy w oryginale, czy w przekładzie, domyśla się, że teraz padnie pytanie, dotyczące drugiej zwrotki, które, nie ukrywajmy, powinno postawić Szarego w nie lada tarapatach.
„No, dobrze, a co z:”
Jezus był żeglarzem, gdy przechadzał się po wodzie...
„Wszystko jasne – odparł Szary, ani na chwilę nie tracąc animuszu – koty nie lubią wody, przechadzanie się po wodzie to coś najokropniejszego co może spotkać kota. To taki kontrast przedstawiony po to by jeszcze bardziej było widać, że to o kotce”
„No i jeszcze:”
Pokazuje Ci, gdzie szukać pośród śmieci, pośród w kwiatów (nie powiesz mi, że to nie jest o kotce!)
„a także:”
Wiesz, że możesz jej zaufać, bowiem ciała jej dotknąłeś
Myślą swą....
„Chodzi oczywiście o mięciutkie futerko” – nie poddawał się Szary, ale musiał przerwać, gdyż jego opiekun, ni stąd ni z owąd zaryczał jak bóbr i zalał się obficie łzami. Widać rzeczywistość po raz kolejny go przerosła i to najwyraźniej mocno, a Szary który został zupełnie zbity z pantałyku (pierwszy raz w swym krótkim życiu) stwierdził szybko „To ja idę na podwórko” i ulotnił się.
A narrator, drodzy czytelnicy, natychmiast uczynił to samo (mimo, że nie ma kolegów na podwórku), opuszczając pośpiesznie przez okno (narratorzy tak mogą) bardzo smutne tym razem mieszkanko naszych bohaterów.